Pamiętam jak będąc w ciąży, czyniłam w swej matczynej głowie postanowienia. Będę najbardziej cierpliwa, nie pozwolę na to, będę dbała o tamto, będę najlepszą mamą na świecie. I pewnie dla Jasia jestem, ale sama w sobie wiem, że wiele mogłabym w sobie naprawić.

W tym krótkim, pierwszym roku życia mojego synka, zaliczyłam kilka macierzyńskich porażek, które jeśli bym mogła, chciałabym za wszelką cenę naprawić. Nie mówię tutaj do dążenia do ideału, wiadomo one nie istnieją, ale dziś z perspektywy czasu, już jako doświadczona matka wiem, że gdyby Jaś urodził się znowu, byłabym nieco inną mamą.
Karmienie piersią
Moja największa matczyna porażka. Pamiętam, że to właśnie ono spędzało mi sen z powiek jeszcze przed porodem. Bałam się, że nie podołam i … nie podołałam. Karmiłam Jasia tylko przez 2 miesiące, potem zdałam się na laktator i serwowałam synkowi posiłki w butelce. Wytrzymałam tak miesiąc, po czym poddałam się, nie walczyłam, pogodziłam się z myślą, że tak ma być. A przecież nie musiało.Cierpliwość w kroplówce
bo to coś czego brakuje mi od samego początku macierzyństwa. Uczucie bezsilności podczas kilku wielodziesięciominutowych ataków płaczu mojego dziecka, nie raz zapędziło mnie na skraj rozpaczy. Pamiętam chwile, gdy po głowie plątały się myśli „nie nadaję się do bycia matką”, „po co mi to było”, „nienawidzę swojego życia i tego małego potwora, przez którego nie mogę spać”. Straszne, jak po chwili wezbranej złości czułam się ze swymi myślami. Wyrodna matka – myślałam, a z oczu wypływały mi oceany łez, wywołanych ogromnym poczuciem winy. Jak mogłam pomyśleć w ten sposób o moim maleństwie? Kocham go nad życie, zawsze kochałam i strasznie mi źle z myślą, że w chwilach słabości me myśli kierują się w tak negatywne regiony mojej podświadomości.

Większa pewność siebie
i wiara we własne wybory. Mniej googla, nie do końca mądrych „poradników” i słuchania rad życzliwych inaczej.

Większy dystans
A niech się wszystkie w koło mądrują, pozabijają w rozstrzyganiu sporów, która prawda jej i bardziej jejsza. Niech się ścigają w osiągnięciach swych podrostków, osądzaniu które szybciej chodzi lub zjada więcej łyżek maminej zupy. Brakowało mi zdrowego podejścia, które pojawiło się z czasem i dopiero dziś stwierdzam z pełną odpowiedzialnością… Miej wyj…ane, a będzie Ci dane :p

Ów dystans przydałby mi się również w sprawach całkiem przyziemnych. Codzienne okurzanie i mycie podłóg, sterty ubranek do uprasowania, bo nie umiem ubrać Jasia w pomięte, dbałość o każdy szczegół w trakcie przygotowywania synkowych posiłków. Pa – ra – no – ja.

Asertywność
Jeśli ktoś pali w bliskim sąsiedztwie mojego dziecka, dotyka go brudnymi łapskami, chce brać go na ręce, gdy ja sobie tego nie życzę itp. itd. zapominam języka w gębie. Zresztą nie wiedzieć czemu z asertywności wyrosłam. Nie jestem bynajmniej z tych, którym można w kaszę dmuchać, ale bywam nadmiernie uprzejma, często wbrew własnym przekonaniom.

Celebracja każdej chwili, a nie wybieganie naprzód do tego co będzie…
Myślę, że dotyczy to wszystkich debiutujących mam. Nie możemy doczekać się tego co ma być, a gdy to nareszcie następuje, znów wybiegamy w przyszłość, tracąc to co najpiękniejsze- cieszenie się chwilą. Dziś z perspektywy czasu, gdy już przeżyłam pierwszą Jasiową marchewkę, usłyszałam pierwsze mama, zobaczyłam pierwsze kroki, żałuję że opętana przyszłością za mało celebrowałam przeszłość, która była wówczas mą teraźniejszością.

Większe docenienie samej siebie
Tego nie umiałam nigdy i jeśli jest na świecie szkoła, która mnie tego nauczy, z pewnością się do niej zapiszę.

Zdecydowanie więcej chwil wyłącznie dla siebie
Bo matka to nie perpetum mobile i ładować swe baterie musi. Fryzjer, kosmetyczka, a nawet manicure, to coś co jako kobieta powinnam fundować sobie choć raz w miesiącu. Niestety, przez pierwsze pół roku życia Jasia zatraciłam się w macierzyństwie, zapominając o tym, że oprócz bycia matką jestem także kobietą. Już nigdy więcej…

A Wy macie coś co chciałybyście w swym macierzyństwie poprawić? Piszcie w komentarzach…

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Bardzo bardzo mądry wpis!

  • Sama chyba po roku macierzyństwa nie mogłabym tego lepiej ująć.
    Dziś obejrzałam filmik, na którym Dziewczyny są takie maleńkie – minęło od tego czasu dopiero kilka miesięcy, a ja już nie pamiętam. Tak bardzo bym chciała…wiem, że te chwile już nie wrócą, że kiedy denerwuję się, że nie mogę pomyć garów mogłabym spokojnie się z Nimi pobawić. Czas nad tym popracować.

  • Chyba przede wszystkim to carpe diem… sądziłam, że przy drugim dziecku będę madrzejsza a… nie jestem.

  • W sumie to chyba wszystko sama napisałaś.

  • Mimo, że na pełen etat mamą zostanę w listopadzie, czuję się, jakbym czytała o sobie, i myślę, że niewiele zmieni się pod tymi względami po porodzie. Najgorzej dokucza mi brak asertywności i czasem poczucie bezsilności, zbytnie wybieganie w przyszłość i ciągłe kompleksy… No, ale jakoś to będzie 🙂

  • Zupełnie jakbym czytała o sobie, szczególnie o tej asertywności. Też tak mam, niby jestem wygadana, potrafię się postawić, a często zapominam języka w gębie;/ ale pracuję nad tym i zaczęłam np.zwracać rodzicom uwagę,kiedy robią w stosunku do mojego synka coś nie tak. Jasno mówię nie, kiedy jakiś życzliwy sąsiad chce czymś częstować moje dziecko ( i nie dlatego,że zabraniam dziecku slodyczy, bo nie zabraniam, ale chcę,żeby wiedział,że od obcych ma nic nie brać).
    Robię też ten błąd,że wybiegam myślami w przyszłość, często mówię "nie mogę się doczekać jak coś tam…", a tymczasem czas tak szybko leci,że ani się obejrzę, a kolejny etap już za nami, a to co bylo wcześniej zaczyna się zacierać w pamięci:(