Są takie miejsca, które przywołują moje najcieplejsze wspomnienia. Są takie dźwięki, które wywołują drżenie serca. Są takie smaki, które są mi słodsze niczym miód. Są też zapachy…

Przenosząc się w czasie, czuję zapach herbaty z cytryną, widzę stojącą na spodeczku, parującą szklankę z uchem i krzyczę „aaaałć” parząc napojem, spragnione usta. Widzę uśmiech babci, stojącej przy stole, wałkującej ciasto na mięsne pierogi. Babcia Krysia, była według mnie najlepszą kucharką na świecie. Mistrzynią schabowych, puszystych jak poduchy, które po dziś dzień są mym kulinarnym, nieosiągalnym celem. Miała mnóstwo tajemnic, których nie zdążyła mi przekazać, sekretny przepis na makowiec, którym pachniało w całym domu, który uwielbiali wszyscy z wyjątkiem mnie samej, gdyż po dziś dzień nie jadam makowca. Z tymże makowcem wiąże się jedna z zabawnych, domowych historii, kiedy to zainspirowana piekarniczą kreatywnością babci, postanowiłam do piekących się w piecu, pachnących drożdżami i skórką pomarańczową makowych zawijańców dołożyć swoje, plastelinowe. Cudowny zapach babcinych makowców, ustąpił miejsca paskudnej woni palącego się tworzywa. Gorąca plazma, w którą zamieniała się plastelina, zaczęła spływać wprost na rumieniące się ciasto, które nie miało szans nie przesiąknąć tym paskudnym smrodem. Babcia ze spokojem w oczach, robiła wszystko by ratować makowce, których los przecież i tak został przesądzony, a jedyną konsekwencją mojego niezbyt mądrego zachowania, było upieczenie mi przez babcię maleńkich, prawdziwych makowców z makiem, które były smakołykami dla moich lalek.

Pamiętam też zapach aromatycznego, maminego rosołu, który rozgrzewał trzewia w najcięższych chorobach, przywracał zdrowie i smakował tak słodko, że rozpływam się na samą myśl o nim. I tęsknię, bo odkąd sama jestem mamą, to właśnie ja przejęłam rolę uzdrowicielki, warzącej wielki gar życiodajnej zupy, pełnej witamin, „gryzącej w zęby” zielonej pietruchy, którą cedziłam jak cedzak, ku niezadowoleniu mojej mamy, bo to przecież bezcenne witaminy.

Pamiętam zapach poranku, kiedy po wyjściu taty do pracy, w całym domu pachniało kawą i jego wodą kolońską. Zapach świdrował, pobudzał do życia i przyklejał się do mnie na resztę dnia. Pamiętam zapach pomarańczy, które mój tato uwielbia i wcina cały sezon, tak długo jak są słodkie, soczyste i smaczne. Tak, to zdecydowanie jesień wyzwala we mnie najcieplejsze, aromatyczne wspomnienia, które kojarzą mi się ze wszystkim co kocham i za czym tęsknię i chociaż poukładałam swoje życie po swojemu (nomen omen) to z nieukrywanym sentymentem zaglądam w przeszłość, przywołując najmilsze mi, dziecięce zapachy, które tworzą beztroski zapach mojego dzieciństwa. Z cynamonowo – słodką nutą głowy, rozwijającą się w cytrusowy zapach świeżo parzonej herbaty (koniecznie w szklance, herbata w szklance pachnie i smakuje inaczej), drożdżowej chałki ze słodkim kakao i makowcami, których przecież nie jadam, a które stanowią w mojej głowie jeden z najcieplejszych obrazów.

I to właśnie olfaktoryczne wspomnienia będą bohaterem naszego blogowego konkursu 🙂

Wystarczy, że

  • w ciekawy sposób napiszesz w komentarzu pod tym postem o swoich zapachowych wspomnieniach
  • polubisz strony organizatorów na facebooku, tj. garneczki.pl oraz mamanna.pl
  • udostępnisz grafikę konkursową (KLIK)
  • zapoznasz się z regulaminem (KLIK)
  • uzbroisz się w cierpliwość

Nagrodami są:

1 miejsce – rabat 100 zł (przy minimalnej kwocie zakupów 100 zł),
2 miejsce – rabat 50 zł (przy minimalnej kwocie zakupów 50 zł),
3 miejsce – rabat 30 zł (przy minimalnej kwocie zakupów 30 zł),

Zatem do dzieła i powodzenia 🙂

Bawimy się do 16 listopada 🙂 😀

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Mirka C

    Zapach wspomnień
    To Rześkie wiosenne poranki co trawą skoszoną i bzem, fiołkiem z konwaliami w nosie kręcą. Letnie zabawy w sianie i zboża świeżo zmłócone, asfalt i piach do czerwoności rozgrzane skropione bryzą, co twarze ochładza. A jesienne wieczory ziemią pachnące i deszczem we włosach , kiełbaską z ogniska i kotletem z błota.Zaś zimą co ostrym powietrzem o zawrót głowy przyprawia zapach świąt się niesie, z igliwiem na piecu skaczącym, piernikiem na blasze stygnącym i choinką co pomarańczą trąca.
    To mama uśmiechem budząca miłością pachnąca, kakaem i świeżym chlebem nas w kuchni witająca, jej włosy gdy do snu nas układa i schyla się by pocałunek na naszym czole złożyć. To jej ramiona w które skryć się w upalne popołudnie można gdy za oknem błyskawic nadchodzące wojska.
    To babcine oczy, które pełne troski spoglądają gdy świeżę mleko i ciasto z truskawkami zjadamy, jej gorące serce i dłonie w mące gdy ciasto na pierogi zagniata, sień zapachem jabłek i cynamonu przesiąknięta a na ból brzucha zawsze była mięta.Szarlotka,racuchy kompot z rabarbaru, dżem morelowy i zapach suszonych śliwek wszystko przenikający. Jej ogród pełen kwiatów, drzew i słońca , gdzie zapach malin pobudza apetyt a wszystkie troski odchodzą w niebyt.
    To dziadek co z grzybami z lasu wraca, koszyk pełen jagód,poziomek, jeżyn, szyszkami i igliwiem pachnący. Jego uśmiech szczery, kieszenie cukierkami i czekoladą pachnące i wspólne pikniki w aromatycznym ogrodzie.Wspólne wycieczki w nieznane i nowe zapachy razem odkrywane.
    To tato co wciąż zabiegany, miedzy spalinami, benzyną, meczami,motorami, zawsze znalazł chwilkę na wspólne zabawy. Gdzie silne dłonie lepsze od trzepaka, pachnące pracą były ochroną każdego dzieciaka.
    To dom pachnący rosołem, świeżą pościelą na sznurze schnącą, stołem na którym nawet chleb ze smalcem pachniał wyjątkowo do tego ściany przesiąknięte domową miłością, pastą do podłogi i mydłem wesołym co wszystko umyje. Kompot co gasił pragnienie i przez okno wpadające słoneczne promienie.
    To szkoła z nutą kurzu szatni, kredy, i mokrej tablicy z posmakiem kleju, papieru, świetlicy. Korytarze po dzwonku życiem tętniące i obiadu szkolnego zapachy snujące.A po szkole miasteczko gdzie karuzel wiele i wata cukrowa, dzieci jak pszczoły do miodu, zapachy nęcąca, z oranżadą czerwoną bąbelkami w nos strzelającą i słońce.. i słońce na skórze rozpromieniające.
    To zapach zabawy , beztroski i pomidorowej ale przede wszystkim GUMY BALONOWEJ!!!

  • Anielka Konieczna

    Zapach wspomnień to zapach mojej mamy, która budziła mnie rano, a w domu pachniało zielonym ogórkiem, którego zawsze wkrajała mi do kanapek. Jako mała dziewczynka nie znosiłam tego, ale później gdy mama zachorowała, a w moich kanapkach zabrakło ogórka, pomyślałam jak wcześniej nie doceniałam tego co było mi dane. To też zapach mojego taty, który wracając z pracy pachniał mgłą i wiatrem, a te zapachy choć ulotne, wgryzły mi się w głowę jak mało co. Tak bardzo za nim tęsknię. Konkurs wyzwolił w mojej głowie wspomnienia, które spowodowały że moja klawiatura płynie we łzach, które są słodkie jak zapach mojej córeczki, gorzkie jak choroba mojej mamy i nagła śmierć taty i słone jak spocone czoło mojego męża po pracy.

  • Olga Ruszkowska

    Zapach wspomnień to zapach pysznej kuchni mojej babci który unosił się w całym domu i już od progu zapraszał na coś pysznego . Jakoże że w dzieciństwie każde lato spedzalam u mojej babci doskonale pamiętam taki obraz. Cały dzień z kuzynostwem na podwórku. Powrót do domu i już od progu cudownie pachnące racuchy z jabłkami. Były najpyszniejsze na świecie i od każdego z nas po zjedzonej kolacji babcia dostawała soczystego całusa w policzek. Po kolacji wszyscy po kolei kapalismy się w ogromnej metalowej misie. Akiedy już wszyscy lezelismy w łóżkach babcia opowiadała nam bajkę. Twój konkurs przypomniał mi beztroski czas dzieciństwa , gdzie największym problemem było to że nię mogę ulubionej lalki. Marzę o takim dzieciństwie dla mojej 5cio miesięcznej córci , a jutro na obiad będą obowiązkowo racuchy z jabłkami ! Pozdrawiam

  • Zuzanna Jakus

    Moja przeszłość jest pełna zapachowych wspomnień. Napiszę tutaj o trzech, które wpadły mi do głowy jako pierwsze coby się zbytnio nie rozpisywać ;).
    Pierwszym wspomnieniem jest zapach herbaty z dziurawca z dzieciństwa. Zapach, który wówczas był zmorą. Jest lato, słońce wpada do pokoju tym samym mnie budząc, otwieram oczy i już czuję ten zapach. Schodząc po schodach byłam niepocieszona, bo znów to herbatą trzeba będzie gasić pragnienie, a nie pysznymi (jak wtedy sądziłam) napojami gazowanymi. Oj jakbym się dziś takiej maminej herbaty napiła…
    Kolejne wspomnienie również sięga czasów dzieciństwa, ale z kulinariami nie ma zupełnie nic wspólnego. ten zapach to zapach … lepiku! Tak, lepiku, który wylewa się na drogi. Wychodziło się ukradkiem gdy mama nie widziała na rozgrzaną słońcem drogę, na której poboczu był roztopiony lepik i maczało się w nim patyki, kamienie i wszystko co wpadło w ręce. Zabawa była przednia! Chyba nie muszę mówić jak wyglądały po takiej zabawie nasze ubrania i jak się darło (z różnym skutkiem) pumeksem łapy.
    Ostatnie wspomnienie o którym napiszę jest z czasów wczesnej młodości. Chcąc zarobić na studia wyjeżdżałam latem do pracy w polu do Niemiec. Dni były upalne więc noce były ukojeniem i mimo grasujących komarów okna mieliśmy pootwierane na oścież. Pewnej nocy obudził mnie „zapach”. Niesamowite, że zapach może obudzić ale tak było. Był to zapach porów! Tak intensywny, że niemiłosiernie drażniący nasze nozdrza. Okazało się, że poprzedniego dnia sąsiedzi likwidowali pole upraw pora i wszystkie resztki zostały najzwyczajniej sfrezowane pozostawiając przy tym smród, który nocą wydzielał się ze zdwojoną siłą, Na szczęście była to ta jedna jedyna noc. 🙂

  • Em Pa

    Zapach… magia wspomnień, ulotnych twórców naszej tożsamości. Coś do czego wracając w gorszych chwilach, zaczynamy czuć się bezpiecznie. Jak kiedyś. Kiedy blisko 30 lat temu babcia z okna wołała mnie na kisiel malinowo – porzeczkowy, taki prawdziwy z owoców z ogródka, a ja pędziłam z ogrodu w długiej falbaniastej spódnicy, a ogród on też pachniał, pachniał kwiatami, których nazw dziś nie powtórzę i mokrą ziemią, latem i słońcem. A dom babci to zapach … babcinego domu z nutą naftaliny. Dzieciństwo to jeszcze kilka innych zapachów. Zupa- malinowa pomidorówa z lanymi kluskami. Woda kolońska – Old Spice poranną porą w łazience. Inne dziecinne: zapach lalek Barbie, dziś pachną tak tylko letnie klapki pewnej brazylijskiej firmy, oraz zapach pewnej brązowej maści na odparzenia i otarcia :-), którą smarowało się zdarte kolana. Lubię wracać do tych zapachów. To wszystko było tak niedawno… 🙂
    Dziś strzyge uszmi na zapach kawy, słońca, ziemi, prawdziwków, orzechów, pierników i żywicy sosnowej.

  • Paulina Toczek

    Zapach wspomnień to rześkie lekkie poranki na wsi u siostry dziadka, pieczony chleb, masło własnego wyrobu, zapach poranka dotyk rosy bosymi stopami, zapach skoszonego siana…
    Drugi zapach to zapach świąt pierogów mojej babci, kuti i pieczonych kruchych ciasteczek których nie można było nam zjeść szybciej niż w pierwszy dzień świąt, zapach pomarańczy gdy byłam mała i zapach gwiazdek czekoladowych jakie babcia wrzucała mi do mleka, zapach świec i świeżo wykrochmalonej pościeli,…

  • Agata Kot

    Dlaczego zapach wspomnień najczęściej kojarzy nam się z dzieciństwem?
    Może dlatego, że to magiczny, beztroski czas poznawania i odkrywania świata. Świata, który czarował pięknymi barwami, dźwiękami i zapachami. Są takie zapachy, z którymi człowiek utożsamia się całe życie, które lubimy odtwarzać, by poczuć się błogo, bezpiecznie i radośnie.

    Dla mnie zapach moich dziecięcych wspomnień to świeżo skoszona trawa, po której biegaliśmy całymi dniami i trudno nas było zagonić do domu. To zapach stogów siana, w których urządzaliśmy jaskinie. To zapach powietrza po burzy, której strasznie się bałam, ale wiedziałam, że po niej wyjdzie słońce i czekałam na ten świeży zapach w powietrzu. To zapach fiołków, którymi uwielbiałam się inhalować i robić z nich ‚perfumy’. To zapach malin, które pochłaniałam latem bez opamiętania chociaż byłam ogromnym niejadkiem. To zapach ogniska po wykopkach i pysznych pieczonych ziemniaków. To zapach grzybów suszonych na sznurku nad starą kaflową kuchnią i proziaków pieczonych na płycie pieca. To zapach mandarynek, który tak bardzo kojarzy mi się ze Świętami i Mikołajem. To zapach gorącego kakao z cynamonem po całodziennych harcach na śniegu i przemoczeniu wszystkich ubrań do suchej nitki.

    I dzisiaj, kiedy tylko mogę, odtwarzam te zapachy, i zawsze pachną tak samo – szczęściem.