Jak wiemy, nie ma rozwiązań idealnych. Jako mama dziecka uczęszczającego do żłobka od prawie roku, wiem że to nielubiane przez wielu rodziców rozwiązanie, ma wiele wad, ale ma też mnóstwo zalet, dlatego bez zbędnego owijania w bawełnę przechodzę do konkretów.

Zaczniemy od zalet, bo dla pracującej mamy, to właśnie one są ważniejsze, bo pozwalają uwierzyć, że żłobek to nie tylko zło konieczne.

Zalety

Możliwość regularnego obcowania naszego malucha z rówieśnikami

To duży plus, gdyż nawet najbardziej zaangażowani rodzice nie zastąpią dzieciakom kontaktu z innymi dziećmi w podobnym wieku. Trochę łatwiej pod tym względem mają rodziny wielodzietne, ale dla jedynaków to nieskończone źródło inspiracji czerpanej z pozytywnych lecz niestety także negatywnych zachowań spotkanych w żłobku dzieci. Jasio oprócz kilku śmiesznych zabaw, tańców i przyklaskiwanek, przyniósł ze żłoba kilka śladów po ugryzieniu, udrapnięty polik i odruch obronny w postaci popchnięć czy mniej lub bardziej delikatnych ciosów wprost w klatę lub nogę przeciwnika. Mój mały przystojniak ma też dziewczynę, kumpla do rozrabiania i ksywę „szef”, bo rządzi jak mało który maluch.

Urozmaicona dieta

Zerkając na tygodniowe menu maluchów jestem zachwycona kreatywnością żłobkowych kucharek (w naszym żłobku jest kuchnia, a nie catering. Dobrze zwrócić na to uwagę wybierając placówkę, do której posyłamy nasze dziecko). Zapiekanki makaronowe, kaszotta (kaszowa odmiana risotto), koktaile owocowe, zupy o których istnieniu nie miałam pojęcia, potrawka z królika, łosoś w warzywach, domowy pasztet itp. smakołyki, a wszystko to po to (jak powiada kierownik), by przemycić maluchom jak najwięcej łatwo przyswajalnych i niezbędnych substancji odżywczych. Zresztą, przebywanie ze sobą dzieci o różnych preferencjach kulinarnych sprawia, że niejadki zapatrując się na szamające maluchy sięgają po rzeczy, których w domu nawet by nie powąchały. Oczywiście wszystko to zależy od dziecka, ale proces wzajemnego podpatrywania się dzieci, ma w żłobku ogromne znaczenie i nie raz słyszałam zdziwienie mam na wieści opiekunek, że antywarzywny Aleks chrupał ze smakiem marchewkę, a przeciwna zupkom Lenka wsuwała zupę aż miło.

Gry i zabawy

Zabawy wymyślane przez żłobkowe opiekunki (bądź co bądź osoby niezwykle doświadczone) są naprawdę ogromną zaletą zaprowadzania malucha w to „przerażające” miejsce. Bale przebierańców, kinderzabawy, okazjonalne spotkania z rodzicami (choinka, dzień babci, dzień mamy) to cudna pamiątka i potężna dawka wzruszeń, a także możliwość podpatrzenia „co w żłobkowej trawie piszczy”. To nie wszystko, w żłobku dzieci mają niemal nieograniczoną możliwość poznawania świata: basen z piłkami, kryty plac zabaw, kreatywne zabawki, ścianki do malowania i wszystko to co maluchy uwielbiają, a czego w domu zazwyczaj nie mają. To miłe urozmaicenie domowej codzienności.

Wyrobione rytuały i higiena psychiczna

Uporządkowanie w życiu malucha (ale także mamy) jest bardzo ważne i dość trudne do przestrzegania w domowych pieleszach. Siedząc w domu (przynajmniej ze mną tak było) wstajemy, jemy, wychodzimy o różnych porach, a to dezorganizuje cały dzień. Odkąd chodzimy do żłobka nasze dni są poukładane, powtarzalne i pomimo wkradającej się czasem monotonii, zorganizowane do ostatniej minuty przed zaśnięciem. Dzięki „sile wyższej” (pracy) jestem zobligowana do punktualnego odprowadzania Jasia przed śniadaniem, dzięki czemu zaczynam dzień o wczesnych godzinach rannych, zasuwam do pracy, a po powrocie zajmuję się całą galerią różnorakich prac domowych i nie tylko. Siedząc w domu (na macierzyńskim) osiągnęłam wyższy stan zgnuśnienia, w którym uczucie beznadziei i marazm pochłonęły mą osobę na tyle skutecznie, że pomimo bycia szczęśliwą i bezgranicznie zakochaną w swoim synku mamą, dusiłam się we własnym ciele. Dobrze, że to już przeszłość. Miałam czas wziąć się za siebie i tylko siebie. Poczuć odpowiedzialność za coś innego niż obiad na czas czy wzorowo uprasowane koszule. Dzięki pracy przypomnieć sobie dziedzinę, którą w pocie czoła studiowałam 5 lat swojego życia i spotykać w pracy ludzi, z którymi rozmawiam na inne tematy, niż te które mimochodem poruszałam z dzieciatymi koleżankami.

Nauka nowych rzeczy

Samodzielne jedzenie, nauka nocnika, rysunki, pogaduszki, wszystko to, a i wiele więcej w żłobku przychodzi łatwiej, bo w grupie. Co więcej, Jasio smokoholik w żłobku smoka nie używa, więc mam cichą nadzieję, że to preludium do pożegnania się z tym problemem na zawsze, także i w domu.

Oddech dla rodziców (klik)

Kocham Jasia nad życie, ale czasem pewne rzeczy trzeba załatwić bez dziecka. Siłownia, zakupy, kolejka w urzędzie i tym podobne przyziemne sprawy o wiele łatwiej realizujemy bez nudzącego się przy nodze maluszka. Co więcej, o siebie też trzeba zadbać, dlatego odkąd Jasio żłobkuje, kilka razy w tygodniu zaraz po pracy (póki co pracuję na 0,5 etatu) zasuwam na siłownię, przez co jest mnie mniej o 7 kg!!! a większa wiara w siebie całkowicie odmieniła mój sposób postrzegania macierzyństwa. Chcę więcej, mogę więcej, a kompleksy nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu, bo mam czas, aby skutecznie się z nimi rozprawić.

Weekendy jeszcze nigdy nie były tak słodkie

Dlatego wyciskamy z nich ile się da. Wspólne wypady, zabawy, pikniki, wszystko po to, by nacieszyć się dwoma dniami wyłącznie dla rodziny. Wtedy wszystkiego bardziej się chce, bo matka nie jest już przytłoczona byciem matką 24 godz. na dobę. Dzięki pracy i dziecku w żłobku ma kilka godzin na samorealizację, chwilę oddechu od domowych pieleszy, które choć słodkie, męczą i wpędzają kobietę w potrzask bycia niewolnicą własnych przyzwyczajeń. Najważniejsze, że nie zauważyłam by Jasio chodził do żłobka smutny, a nasze powitania są najsłodszą chwilą w ciągu dnia. Poza tym szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko, dlatego decydując się na żłobek jedynym poczynionym przeze mnie założeniem było to, że będzie dobrze i Wam też polecam takie właśnie podejście, a zobaczycie, że to nie takie straszne jak się wielu wydaje.

Spotkania z rodzicami

Mniej lub bardziej owocne, bo nie wszyscy rodzice są w moim stylu. Poznałam jednak kilka świetnych mam, z którymi żartujemy, dzielimy się doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat wychowania naszych pociech.

PS Dziś, poznałam także przesympatyczną babcię jednego ze żłobkowych kolegów synka, świetna kobitka 🙂

Wady

Choroby (klik)

Ta wada może przyćmić wszystkie zalety. Pierwsze miesiące to moje niekończące się L4 i ciągłe wizyty w przychodni. Jasio zarażał mnie, ja męża, my zarażaliśmy z powrotem Jasia i tak w kółko. Tona wykupowanych leków, fortuna wydana na medykamenty i nieprzespane noce, spędzane przy łóżku rozpalonego do czerwoności malucha. To właśnie przez żłobek drżę na każde kichnięcie i to przez żłobek mój mały synek wycierpiał więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Z drugiej strony, tak już jest, że organizm musi przechorować swoje by wykształcić w sobie mechanizmy obronne przed chorobotwórczymi mikrobami. Jak nie w żłobku to w przedszkolu, a jak nie tam to w końcu w szkole. Tak czy siak, dziecko musi swoje przechorować i niezależnie od tego jak strasznie pęka nam przez to serce, to chorowanie jest jednym z etapów rozwoju naszego dziecka. Jeśli spytacie mnie czy w żłobku dziecko choruje więcej niż przeciętny berbeć, bez wahania odpowiem, że dużo więcej i trzeba się z tym liczyć, bo z tego co zauważyłam cudów w tej materii nikt nie zdziałał, choćby tran i witamina C lały się w domu hektolitrami.

Tęsknota i problemy z adaptacją

Tęsknię okropnie. Właściwie nie ma chwili, bym w pracy nie myślała o tym co tam u mojego łobuziaka. Czy jest mu dobrze, czy nie płacze, czy dostał pić itp.? Miałam ułatwione zadanie, gdyż Jasio bez najmniejszego problemu zaadaptował się do nowej sytuacji i w zasadzie od pierwszego dnia bez problemu zostawał pod opieką żłobkowych opiekunek. Nie było płaczu, nie było nerwów i stresu przed kolejnym dniem. Wręcz przeciwnie, Jasio cieszył się na każdą chwilę z rówieśnikami, dzięki czemu byłam o niego całkowicie spokojna.

Nauka niekoniecznie dobrych i pożądanych przez nas rodziców zachowań (klik)

Gdyż dzieci uczęszczające do żłoba są różne. Są takie, które biją, plują, popychają, gryzą i robią wszystko to co spędza sen z powiek nam rodzicom. I tak będzie już zawsze, więc nie będąc Don Kichotem, godzę się z realiami, bo i tak nic w tym względzie nie zdziałam.

Problem zaufania obcym osobom

To jeden z najtrudniejszych kamieni milowych do przeskoczenia. Musiałam uwierzyć, w to, że obce kobiety będą potrafiły pocieszyć w chwili smutku, otrzeć łzy i przytulić tak samo skutecznie jak ja (choć przecież nie ma jak u mamy). Co gorsza, musiałam pokonać w sobie coś w rodzaju zazdrości, która budziła się we mnie w chwili gdy Jasio przytulał się do którejś z opiekunek. Muszę wierzyć, że kobiety wykonujące ową pracę kierują się sercem i kipią cierpliwością. Nie krzyczą i nie biją mojego dziecka. To bardzo trudne, zwłaszcza że swego czasu, co chwilę zasypywano nas informacjami o sadystycznych żłobkach i przedszkolach, w których sfrustrowane opiekunki wyżywały się na najbardziej bezbronnych istotkach 🙁 To właśnie dlatego wyjaśniam każdą, nawet najmniejszą wątpliwość, jestem czujna i obserwuję Jasia. Nawet jeśli haczy to o lekką paranoję, to wolę być w tym względzie lekko nadgorliwą mamą.

Tęsknota przez duże T i przyzwyczajenie się do nowej sytuacji

Kilka godzin z dala od siebie.
Chyba nie muszę wyjaśniać jak bardzo jest to trudne, ale z drugiej strony jak niezwykle urocze są nasze powitania…

 

Jasio działkowicz (nasz sobotni wypad na działkę) ma na sobie strój roboczy do piaskownicy, ale jakby ktoś pytał to :p


Bluzka z jamnikiem (uwierzcie na słowo): TKMax
Spodenki dresowe: Pepco
Trampki w autka (sam wybierał): Smyk
Bluza hipopotam: Smyk
Czapa: H&M

 

  • Anonimowy

    Mądra mama, bardzo mądra mama…..

  • U nas żłobek póki co nie przeszedł :-/ synek tak strasznie płakał że dpuściłam sobie i jemu ten stres i znalazłam nianię. Ale za jakiś czas znowu spróbuję, bo wiem że to dobre rozwiązanie 🙂

    • Trzymam kciuki za syneczka, żeby nabrał odwagi 🙂

  • Świetny i bardzo przydatny post. Rozważam zapisanie mojej Małej Zet do żłobka po zakończonym roku. Wpis dużo mi podpowiedział 🙂

  • ekstra

  • Wpis idealny dla mnie – mamy, która od września oddaje swoją Pierworodną do żłobka. Mimo, że to jeszcze dłuższa chwila, to i tak już jestem pełna obaw…Szczególnie w zakresie adaptacji, bo mimo towarzyskości córki, to nie wiem jak zachowa się pod opieką zupełnie nowych osób.No i jak ja sama właśnie tym osobom zaufam…Oby się Nam udało. Pozdrawiam 🙂

    • Będzie dobrze. Ja synka posłałam z takim właśnie założeniem i było dobrze.

    • Będzie dobrze. Ja synka posłałam z takim właśnie założeniem i było dobrze.

  • wiesz, nie mam jeszcze dzieci. ale kocham mężczyznę z którym chce mieć dziecko. gdy czytam o dzieciakach, serce mi rośnie…

    tez uważam, ze super ze Twój synek jest w żłobku

  • Mój syn też jest w żłobku bo w innym wypadku nie miałbym z kim dziecka zostawić na czas gdy jestem w pracy. Każdy sobie radzi jak tylko może, więc nie rozumiem ludzi którzy potępiają takie zachowanie.

  • Anonimowy

    Nasz młody też chodzi do żłobka i uważam, że podjęliśmy jedną z najlepszych decyzji pomimo wielu obaw. Jest jak na razie jedynakiem i chćbyśmy stawali na rzędach nie jesteśmy w stanie nauczyć i pokazać zasad współrzycia społecznego, a nie zawsze spotykamy się z zachowaniem poprawnym. Owszem ktoś ugryzł, kopnął następnym razem nasz młody w końcu odda żeby się obronić. Jak byśmy się nie starali nie ochronimy przed złem całego świata. Serce boli, ale zdrowy rozsądek górą:) O zaletach tempa rozwoju już się nie rozpisuję bo napiszę pracę doktorską :)Z naszej strony duża czujność czy nic złego się nie dzieje. Powodzeni dla przyszłych rodziców żłobkowych:)