Weeds – Czas na detoks – Koniec wielkiego serialu – Spoilery

0
426
Rate this post

16 września 2012 roku, obejrzeliśmy ostatni, podwójny odcinek Weeds. Data ta powinna zostać zapamiętana lub przynajmniej zapisana na kartach historii, bo Trawka była jednym z przełomowych seriali, które stworzyły nową jakość i przyniosły modę na telewizję do Polski. Wiem, mówiłem, że formuła się wyczerpała, że serial powinien się skończyć, ale teraz po tym wszystkim jest mi jakoś smutno. Ostatni odcinek był z pewnością bardzo nietypowy, ale jednocześnie zamknął serial w fantastycznym stylu, którego mogą zazdrościć inne produkcje. Zapraszam Was do przeczytania artykułu pożegnalnego o jednym z kilku najlepszych seriali ostatniej dekady.

Sezon 8 Weeds nie był najlepszy. Może nie był jakąś tragedią i dnem, ale cóż. Zmęczenie materiału robi swoje. Początkowa przemiana Nancy po postrzale w głowę okazała się jedynie chwilowa i mimo, że nie wróciła na drogę przestępczą, to tylko dlatego, że prawo się zmienia i miała sporo szczęścia. Ostatni sezon zmusił bohaterów do znalezienia swojego miejsca w życiu. Nie było tu już miejsca na ekstrawagancje i przygodę. Każdy bohater zaczął rozglądać się za spokojną przystanią. Rozumiem co chcieli zrobić scenarzyści. Zamknąć wszystko co się da i usadzić postaci w takich miejscach, aby fani nie mieli żalu. Po części udało im się to, ale jednoczesne ustatkowanie się wszystkich na raz jest nieco naciąganą teorią. Niech tak jednak będzie.

To, że Shane zostanie policjantem wiedzieliśmy od dawna. Inaczej wyglądała sprawa w przypadku pozostałej czwórki (Nancy, Silas, Andy i Doug). Kombinowali oni jak mogli. Gubili się w swoich pomysłach i nieudanych próbach. Można było podejrzewać, że twórcy wpadną w pułapkę pozostawienia niejasności. Nie uda im się pokazać, jaki los czeka każdą z postaci. Zostało za mało czasu.

Tak sądziłem aż do ostatniego odcinka. W finale serialu dostajemy jednak prawdziwą bombę. Po włączeniu epizodu przez dłuższą chwilę zastanawiałem się o co chodzi, bo nie od razu dowiadujemy się, że akcja serialu została przeniesiona o jakieś 10 lat do przodu! Niezły ruch panowie scenarzyści! W zasadzie nie ma żadnych przeciwwskazań. Przedostatni odcinek pokazał tak wiele jak tylko się dało w teraźniejszości. Zmusił bohaterów do podjęcia poważnych decyzji i na tym moglibyśmy skończyć. Niech fani główkują nad tym jak potoczył się los Nancy i jej rodziny. Może nawet kiedyś zrobimy film kinowy?

A skąd! Twórcy postawili wszystko na jedną kartę i powiedzieli: „Nie zastanawiajcie się jak potoczyłyby się losy rodziny Botwinów, zrobimy to za Was!” W ten oto sposób dowiadujemy się, że Nancy prowadzi swoją świetnie prosperującą firmę handlującą trawką, która w przyszłości została zalegalizowana. Czy życie mogłoby potoczyć się dla niej szczodrzej?

Niestety nie wszystko jest takie kolorowe. Zbliża się Bar Mitzvah Steviego (którego możemy oglądać w nastoletniej wersji), a z tej okazji do Agrestic powraca cała rodzina. Silas ożenił się z Megan i mają razem dziecko. Shane został rasowym policjantem, który swoje smutki topi w burbonie. Doug żyje jako nadziany przywódca sekty. Tylko Andy zniknął z pola widzenia.

Na początek odrobinę czepialstwa. Charakteryzacja zawiodła strasznie. Postarzenie bohaterów sprowadziło się do przyklejenie sztucznych bród i wąsów. Twarzyczki młodziutkie i gładziudkie jak osiem sezonów wcześniej. Szkoda, że tego elementu nie dopracowano lepiej.

Na tym jednak minusy się kończą. Odcinek w ciekawy sposób pokazuje jak decyzje sprzed dekady odbiły się na przyszłości. Nancy, mimo że bogata busineswoman, wydaje się być zagubiona i smutna bez swojej rodziny. Zanurza się w pracy, aby zająć czymś swój umysł. Jej smutek widać najwyraźniej w relacji z Megan, która z jakiegoś powodu nienawidzi jej. Wszystkie złe uczynki, które Nancy popełniła przez osiem lat, pozornie bezkarnie, powracają do niej niczym zła karma i sprawiają, że mimo sukcesu, nie jest szczęśliwa.

Bardzo ciekawie rozwinięty został wątek Shane`a. Początkowo genialne dziecko, socjopata, ale z wielkim umysłem, zostaje nikim. Jego policyjna kariera przemienia się w smutny obrazek przykładnego uzależnienia. Mimo, że Nancy próbuje na niego wpłynąć, co teoretycznie osiąga efekt, nigdy nie dowiemy się czy Shane rzucił nałóg i czy nie skończył jak jego policyjny mentor. Ten wątek został dla mnie niedomknięty w mistrzowski sposób.

O Silasie nie ma co pisać. Od zawsze było wiadomo, że poradzi sobie i tak się właśnie stało. Nie ma tu żadnego zaskoczenia. Za to powrót Megan do serialu na dwa ostatnie odcinki, był naprawdę zaskakującym i ciekawym posunięciem.

Pozostali nam Doug i Andy. Pierwszy z nich osiągnął w swoim życiu plan maksimum, a ostatni odcinek poświęca na pojednanie z synem. Jak zawsze wnosi sporo humoru do serialu, ale fabularnie nie ma tu się nad czym zatrzymywać.

Najwięcej niejasności pozostawiono w sprawie Andyego. Wrócił on do Ren Mare i żyje tam ze swoim ojcem i małym dzieckiem. Odciął się jednak od Nancy co z pewnością uważa za swój ogromny sukces, bo wszystko wskazywało na to, że nie będzie w stanie. Na sam koniec rolę Andyego i Nancy odwracają się jednak. Andy spełniony w swoim życiu, pozostawił rodzinę Botwinów za plecami. Nancy za to, tęskni za dawnym życiem i prosi Andyego, aby ten powrócił do niej. Prosi, to małe słowo, ona go o to błaga. Rozumie, że nie powinna pozwolić mu odejść i że popełniła kiedyś wielki błąd, a jego obecność na przyjęciu jeszcze przypomina jej o tym i odnawia dawne uczucia.

Serial kończy się bardzo ładną sceną, kiedy to rodzina Botwinów i Doug siadają razem przed swoim domem w Agrestic i bez słowa zapalają jointa. Mimo, że dowiedzieliśmy się co czeka ich za dziesięć lat, to ta wędrówka nie jest jeszcze zakończona. Nadal nie wiemy jak potoczą się ich losy i co czeka chociażby Shane`a i Nancy. Dostaliśmy sporo odpowiedzi i kilka pytań. Odcinek był naprawdę bardzo dobry, a jego nietypowość sprawiła, że zostanie zapamiętany na długo. Był to jednak smutny epizod, pokazujący, że droga, którą przeszli razem wcale nie zacieśniła ich więzów, a teraz każdy sam musi radzić sobie ze swoimi problemami. Serial o rodzinie, która była ze sobą zawsze. Na dobre i na złe, kończy się jej kompletnym rozpadem. Weeds, będę tęsknić…