Opowieść o dwóch mężczyznach, oparta na autentycznych wydarzeniach. Nietykalni, film, który poważny temat „ugryzł” z nieco innej strony, lekkiej i humorystycznej. Ten francuski komedio – dramat to rewelacyjny obraz opowiadający o męskiej przyjaźni, dwóch niesamowicie różnych względem siebie osób. Więcej we filmie optymizmu aniżeli dramatyzmu głównych postaci, co mnie osobiście bardzo przypadło do gustu. Nie ma w nim nadmuchanego tragizmu, użalania się nad sobą, czy oceanu łez, być może dlatego zyskał on aprobatę widzów i krytyków na całym świecie. Francuzi po raz kolejny udowodnili, że potrafią robić dobre kino.
Wszystko zaczęło się przez przypadek – wyluzowany, nieokrzesany, czasem ignorancki Driss, ma za sobą kryminalną przeszłość. Nie jest typem ambicjonalnym, który za wszelką cenę musi wpisać się w kanon współczesnych reali. Nie szuka pracy, nie chce nikomu się przypodobać, nie zależy mu na zdaniu innych. Od muzyki klasycznej trzyma się z daleka, w operze nie bywa. By wieść „luzackie” życie na zasiłku dla bezrobotnych musi zebrać podpisy od przyszłych – niedoszłych pracodawców, i tak trafia do rezydencji milionera – snobistycznego Philippe. Człowieka przykutego do wózka, sparaliżowanego od stóp po szyję, przepełnionego smutkiem, melancholijnego i zamkniętego w sobie, uwielbiającego sztukę, poezję, operę. Totalne przeciwieństwa – ogień i woda, ziemia i niebo. A jednak, los te dwie zupełnie różne względem siebie osobowości połączy i to bardzo silną więzią, zwaną przyjaźnią – szczerą, prawdziwą, niewyrafinowaną.
Milioner, mając dość litości i sztywnym pielęgniarzy, – którzy niekiedy wydawałoby się, że sami potrzebują opieki i to psychiatrycznej, szuka kogoś takiego jak Driss. Swobodnego, naturalnego gościa, któremu żarty trzymają się jak mało, komu. Dystyngowany pan, poszkodowany przez los, ma dość litościwych spojrzeń, skrępowanego zachowania w swoim towarzystwie i zmieszanych ludzi. Nie chce współczucia, chce być traktowany „normalnie”. Przyszedł, więc czas na zmiany – przyszedł czas na Drissa, który będzie pełnił rolę rąk i nóg swego chlebodawcy. Dzięki tej znajomości mężczyźni dokonują w swoim życiu pewnej rewolucji – ale jest ona delikatna i realna – zgrabnie uniknięto wielkich ideologicznych przemian natury psychicznej.
Emigrant z Afryki wprowadza nowy powiew świeżości w życie niepełnosprawnego – „funduje” mu nocne spacery po mieście, szybkie przejażdżki sportowym samochodem, erotyczny masaż uszu w wykonaniu seksownej „panienki” czy „jaranie trawki”. Relacje między nimi zacieśniają się z każdym kolejnym żartem, z każdą sytuacją – a jest ich cała masa. Wycieczka do opery, przelot odrzutowcem, problemy z rozkapryszoną córką Philippe, pierwsze próby malarskie Drissa i tak dalej. Przyjdzie i czas na pożegnanie…, ale na całe szczęście z happy endem.
Świetne dialogi w tym filmie są jedyne w swoim rodzaju, a powiedzonka w wykonaniu Drissa – (w tej roli znakomity Omar Sy), wpisały się już we francuski humor – tamtejszej widowni tak przypadły do gustu, że ochoczo używają ich, na co dzień. Ponadto ten uśmiech, ruchy ciała, mimika – wszystko w jego wykonaniu jest przezabawne. W rolę sparaliżowanego milionera wcielił się François Cluzet. Obsada mniej znana i dobrze, bo ileż można oglądać Gérarda Depardieu? Mówiąc o Nietykalnych nie sposób też pominąć muzyki – wpasowuje się we film idealnie. Ciekawie też zestawiono dwa światy – bogactwo kontra biedę, francuską socjetę kontra życie emigrantów.
Pewnego rodzaju odwagą producentów, jest sam temat żartów – mamy, człowieka sparaliżowanego, a jego opiekun robi sobie z niego „jaja”. Podaje mu do ręki telefon, wylewa wrzątek na nogi a podczas golenia robi mu hitlerowskiego wąsika. Teoretycznie z takich rzeczy mało, kto się śmieje, mało, kto ma do nich dystans – a jednak, w tym filmie zrobiono to rewelacyjnie. Lekko, błyskotliwie, inteligentnie i co ważniejsze – każdy z tych żartów się śmieje – nikt się nie obrusza, nikt nie czuje się urażony. Kto by pomyślał, że taki rodzaj dowcipów spodoba się w całej Europie i Ameryce?
Tego filmu nie można przegapić. Z obrazu płynie masa optymizmu i radości – i to jest piękne. Widzimy jak ogromne znaczenie w życiu ma nasze podejście do siebie, świata i problemów – bowiem to od nas zależy, czy poddamy się losowi, czy może jednak wyjdziemy mu naprzeciw z uśmiechem od ucha do ucha – wszak, po każdym zakręcie czeka na nas prosta droga.